Pokazywanie postów oznaczonych etykietą merino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą merino. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 sierpnia 2010

Dromader ;-)

Miało być cienko, ale chyba przesadziłam:
Merynos 18 mic farbowany korą kruszyny. Jest 685 metrów/50 gram. Kręcę drugie 50 gram takiej cienizny. Kolor najbardziej kojarzy mi się z wielbłądami - efekt odwiedzin w oliwskim zoo ;-)

środa, 28 lipca 2010

Owocowy Krem

To włóczka, którą zaczęłam w ramach Tour de Fleece, ale nie skończyłam.

Widoku "jelit" Wam oszczędzę, ale...
To czesanka farbowana marzanną barwierską (Rubia tinctoria) metodą solarną (bez gotowania, za pomocą ciepłą słonecznego). Pracowicie wyciągnęłam wszystkie resztki korzenia marzanny z czesanki i zabrałam się za przędzenie.

Ukręciłam ponad kilometr włóczki w singlu! 

A potem skręciłam ją ładnie w 2 ply:
Mam 570 metrów/100 gram włóczki z merynosa 18 mikron podwójnie splecionej. Jak widać na pierwszym zdjęciu u góry - moja włóczka nie jest idealnie równa, ma tu i ówdzie zgrubienia ;-)

Kolor jest lekko "budyniowy" - pastelowa morela? Aby wyrównać odcień włóczki kręciłam metodą fraktali. Jednak odcinki są zbyt krótkie, aby wystąpił efekt paskowania.  Pięknie komponuje się z odcieniami szarego: gołębim i stalowoszarym.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Szal z diamentowym wzorkiem


Wzór szala jest wariacją na temat Large Rectangle with Center Diamond Pattern z książki Victorian Lace Today

Wprowadzając zmiany w koncepcji szala kierowałam się nieocenionymi uwagami Dagny. Brzeg szala (koronka ozdobna?) to wzór zaczerpnięty z kolei z książki Haapsalu sall.

Szal jest zrobiony z wełny urugwajskiej, kupionej w sklepie Kaszmir . Zużyłam 70 gram ślicznej merynosowej wełny w kolorze haiku. Wełna jest świetna - sprawdziła się i w robocie, i w blokowaniu (bardzo pozytywne zdziwienie). Wymiary szala po blokowaniu: 190x30 cm.

Dziergałam go przez dwa miesiące (druty addi 3,5). Pierwszy raz odważyłam się łączyć części wyrobu metodą graftingu - nie taki wilk straszny, jak go malują.
Efekt:
Nie widać? To dobrze, bo miało być niewidoczne łączenie ;-)

Pozdrawiam czytelniczki i czytelników i wracam do kołowrotkowania.

piątek, 16 lipca 2010

Tour de Fleece - kolejny etap

I znowu aquarius. 140 gram=380 metrów.
Rudy cień to rudy kot, który jest u mnie w odwiedzinach, a ciekawski ten rudzielec!

Małe podsumowanie Tour de Fleece:

Aquarius 100 g/155 m
Single merino 100 g/400 m
2 ply merino 100 g/300 m
Aquarius 140 g/380 m

Czyli mam już ponad kilometr włóczki!

środa, 14 lipca 2010

Jak zepsuć całkiem fajną wełnę

Trzymam się zasady  : "bez propagandy sukcesu".

Sponsorem dzisiejszego wpisu jest słówko "trochę".
Otóż chciałam trochę wyrównać całkiem fajne wybarwienie "solarne", bo trochę nijakie, trochę za plamiaste... Wymyśliłam, że trzeba zlać ze słoja rabarbar i marzannę i pogotować trochę moją wełenkę w wywarze. Gotowałam trochę za długo. Byłam trochę niecierpliwa i nie czekałam aż wełna będzie miała temperaturę otoczenia, tylko trochę za szybko wzięłam się za płukanie. Różnica temperatur była niewielka - kilka stopni, ale wystarczyło. Wełenka trochę się sfilcowała (trochę za bardzo), a kolor trochę zanadto ujednolicił. Zdjęć klęski nie będzie. Ktoś ma pomysł co można zrobić z podfilcowanej wełny? Przychodzą mi do głowy tylko rękawiczki - i tak zawsze filcują się od śniegu...
The end.

A teraz dobra wiadomość (zawsze byłam optymistką) : uprzędłam dziś 75 gram aquariusa na cienko - jeden singielek gotowy.

wtorek, 13 lipca 2010

Solar dyeing - cd

Najpierw wełna niebarwiona - przędła się świetnie. Zdjęcie nie oddaje jej miękkości i faktury, a szkoda. Udało mi się ukręcić 300 metrów podwójnie skręconej nitki (2 ply). O takiej:
Zastanawiam się, czy ja pofarbować, ale chyba zostanie taka biała....

Pamiętacie solarne eksperymenty? Po wstępnym oczyszczeniu z resztek korzenia marzanny moja czesanka prezentuje się tak:



Doszłam do wniosku, że przy farbowaniu gotowej włóczki wyczyszczenie jej z ewentualnych farfocli będzie łatwiejsze. Nastawiłam kolejny słój, bo pogoda taka "solarna"...




Wysoka temperatura zrobiła swoje:



Mam 400 m merynosa w siglu (100 g). Taki wzór - "Lace Ribbon" mnie się pęta po łepetynie, jak na to patrzę...


Do tego farbowania użyłam 15 g ałunu, 5 g kamienia winnego, odrobinę korzenia marzanny (suszonego) i ok. 200 g świeżego, dobrze oczyszczonego korzenia rabarbaru  - takiego z ogródka Taty ;-)

niedziela, 11 lipca 2010

Tour de Fleece - niedzielna praca

Moje single już gotowe - zaraz zacznę je skręcać na podwójną nitkę. Ciekawa jestem ile tym razem metrów wykręciłam? Na małym kółeczku ratio praca idzie rewelacyjnie.

Update: jest 300 metrów 2 ply, więc raczej nie "lace"...


sobota, 10 lipca 2010

Nowe przydasie


Wzbogaciłam się o nowe przydasie przędzalnicze: grzebień albo narzędzie tortur (jak kto woli) i kółko ratio.
Grzebień (czesak, hackle) zrobił dla mnie mój wujek - złota rączka. Używam tego sprzętu do rozczesywania nieco zmaltretowanej w farbowaniu czesanki - świetnie się do tego nadaje ten przyrząd katowski. Zamierzam także mieszać czesanki, ale to za chwileczkę.

Kółeczko ratio jest opcjonalną częścią Fantazji. Standardowo kołowrotek jest wyposażony w kółko o przełożeniach 1:5-1:8. Małe dodatkowe kółeczko ma przełożenia 1:10-1:14. Dla hardkorowców jest jeszcze opcja 1:18-1:20 (!) - dziękuję na razie nie skorzystam.
Ratio - przełożenie - działa jak przerzutka w rowerze. Mniej się nakręcisz-więcej ukręcisz. Jest to świetna sprawa zwłaszcza przy przędzeniu cienkich nitek. Choć ja akurat ostatnio polubiłam "grubasy".



W ramach Tour de Fleece ukręciłam ostatnio dwa motki singli 50 g/200 m z białego merynosa. Siedzą w słoju i farbują się solarnie. A teraz z tej samej czesanki kręcę cieniutką nić i zamierzam skręcać ją 2 ply i ma być lace. Więc kręcę i kręcę, i kręcę...

piątek, 9 lipca 2010

Tour de Fleece - Maruder z zadyszką

Rzecz się stała niesłychana: trzy dni przędłam 5 deko singielka! Maruder ostatni z ostatnich ze mnie! Pochłonęło mnie życie rodzinne (odrabiam zaległości) i ogród, a właściwie wizja ogrodu, bo na gruncie niewiele widać ;-)

Singielek to merino 18 mic - niefarbowane. Farbować będę metodą "solarną", bo już czekają pozostałe ingrediencje, a metoda mi się spodobała.

Pozdrawiam i lecę pogadać do moich roślinek, może urosną trochę szybciej?!

czwartek, 8 lipca 2010

Chusty mojej Mamy

Tym razem pokazuję nie swoje dzieła:
Poznajecie "Lawendowe Pole"? Moja Mama przerobiła te włóczki na chustę. Bardzo ładną moim zdaniem.

Na dokładkę tak się rozkręciła z chustami, że machnełą już kolejną:
Ta jest ze znanej wszystkim włóczki Kaszmir ze wstawką z jakichś domowych zasobów.
To na dzis tyle, relacja z Tour de Fleece jutro, choć na szpulce już mam coś gotowego ;-)
Pozdrawiam

wtorek, 6 lipca 2010

Moja pierwsza włóczka w TdF 2010


Jakiś etap nizinny to był raczej.
Poszło szybko i grubo: 100 gram = 155 metrów. Jak tak dalej pójdzie następne będą bulky.
Tym niemniej włóczka jest fajna - mięsista, z połyskiem jedwabiu. Tylko chyba muszę dokręcić co najmniej jeszcze jeden taki motek, bo 155 metrów to za mało na sensowny projekt (a nawet projekcik).
Na dziś mam dość kręcenia - opanował mnie kurzy szał, tzn sprzątam, ogarniam, kokoszę się. Pokupowałam parę drobiazgów do domu i muszę im przygotować "aranżację" ;-)

Słoneczne barwienie (solar dyeing)

Uwaga dla wrażliwych: znowu będą "jelita"...
Mam problem językowy. Jak przetłumaczyć "solar dyeing"? Postawiłam na poetyckie nieco Słoneczne barwienie, ale sensowniej byłoby chyba barwienie na słońcu albo coś...
W skrócie napiszę na czym polega. Zaprawioną czesankę (ałunem) wrzuciłam do słoja wraz z warstwami dobrze wymoczonego korzenia marzanny (rubia tinctoria). Trzymałam na słońcu przez dwa tygodnie. Ponieważ wieczorami są u nas ciepłe kaloryfery (nadmiar ciepłej wody z ogrzewania bojlera "ucieka" do centralnego ogrzewania) na noc stawiałam mój słój na ciepły kaloryfer.
Tak to wyglądało dnia pierwszego
Tak po dwóch tygodniach...
A tak po wyjęciu ze słoja i wypłukaniu:

Jak widać płukanie nie przyniosło oczekiwanego efektu - kawałki korzenia marzanny dobrze utkwiły w czesance. Będę to próbowała wyczesywać.
Pomysł na takie farbowanie zaczerpnęłam oczywiście od Leeny Jej było łatwiej wyczyścić zafarbowaną wełnę, bo używa już uprzędzionej do swoich eksperymentów.
Teraz czekam aż moja czesanka wyschnie...

poniedziałek, 5 lipca 2010

Tour de Fleece 2010 - start opóźniony

Zaczynam dzisiaj (nie licząc piątkowego falstartu). W weekend zaprzątały mnie inne (na szczęście całkiem miłe) sprawy.


Nie przędę nic zaskakującego - żadnych nowości. Zaprzyjaźniłam się z aquariusem na dobre. To już trzeci motek, który kręcę z tej mieszanki. W sumie mam 500 g, więc jeszcze trochę tego będzie, tylko nie wiem czy od razu. Pierwszy motek miał 100 g i 255 metrów, drugi 100 g i 210 metrów, ciekawe ile będzie miał trzeci? A że nie idealnie równo? Równo można na maszynach, a tu zawsze jakaś miła  - albo mniej miła ;-( - niespodzianka.

A ponieważ w naszym wyścigu kolarskim gonię ogony siadam dzisiaj jeszcze do drugiego singla, tylko ogródek podleję, bo susza u nas, słońce nieźle daje popalić roślinom.

Ja tam się cieszę z upału - jako znany jaszczur lubię się wygrzewać (nareszcie można zdjąć kalesonki - mawiał mój Dziadek przy +30 stopni C - taakie "gieny", a co...)

czwartek, 1 lipca 2010

Takie coś

Brzoskwinia
Włóczka w kolorze "buziowym"
Skład:  merino 100% 18 mic 180 metrów/90 gram
Farbowana za pomocą korzenia marzanny barwierskiej (rubia tinctoria)
Wełna jest rustykalna - nierówno upleciona: miejscami grubsza, miejscami cieńsza, czasem splot jest gęstszy, czasem luźny. Kolor też nie jest jednolity - przechodzi od delikatnej moreli do rumianej brzoskwini.

Czasem słońce, czasem deszcz. Od wesela do dni trosk. Tak się plecie w moim życiu. Ta włóczka miała charakter terapeutyczny. Pomagała mi przetrwać ciężkie chwile.  Siadałam , kręciłam i przestawałam myśleć choć na chwileczkę, o tym co mnie gryzie. Dlatego pewnie jest nierówna - nie zależało mi na tym jaka będzie, tylko na tym, żeby odetchnąć. jak na "takie coś" - jest całkiem niezła.

Już jest trochę lepiej - słońce znowu wyjrzało, jest we mnie więcej nadziei. Będzie dobrze - mówi mi mój wrodzony optymizm.
Pozdrawiam

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Marzanna barwierska (Rubia tinctoria)


Koleżanka Stella stwierdziła, że mokre zafarbowane czesanki przypominają jej jelita ;-) Od razu więc przepraszam, że narażam Was na taki widok nieszczególny. Jednak chciałam na bieżąco podzielić się moimi barwierskimi doświadczeniami.
Fotografia przedstawia czesankę (merino 18 mic) pofarbowaną za pomocą marzanny barwierskiej. Marzannę kupiłam u Leeny.Ciemniejsza (nieco żółta w tonie) jest czesanka farbowana po bejcowaniu ałunem i kamieniem winnym, jaśniejsza (druga "frakcja") - tylko na ałunie. Nie udało mi się uzyskać koloru ciemnoczerwonego, choć taki miałam zamiar. Być może kąpiel barwierska była zbyt słaba (za mało marzanny użyłam?) Na dokładkę ta ciemniejsza jest trochę podfilcowana - będę musiała ją rozczesywać. Ogólnie z odcieni jestem zadowolona - myślę, że mogą ładnie komponować się w planowanych przeze mnie mixach.


Jeśli chodzi o samą marzannę - niegdyś była rośliną hodowaną i w Polsce do celów barwierskich. Jest to wieloletnia bylina - pierwsze "zbiory" można uzyskać po trzech latach hodowli. Obecnie nie udało mi się znaleźć jej w kraju i dlatego ściągałam wysuszony korzeń aż z Finlandii.
Chętnie przygarnę sadzonki lub nasiona, gdyby ktoś wiedział gdzie można je pozyskać.

niedziela, 27 czerwca 2010

Update - kolory realnie

Dogadałam się z aparatem:
Kolory realistyczne.

środa, 23 czerwca 2010

Aquarius: merino z jedwabiem


Jest to100 gram merino z jedwabiem. Myślałam, że wyjdzie cieńsza, ale mam 255 metrów... Widać tak ma być. Włóczka jest błyszcząca i trochę lejąca (jedwab).

Walczę z nowym aparatem - mam problemy  z uchwyceniem kolorów.
Próby z moimi ostatnimi włóczkami:
"Oliwka" jest w rzeczywistości bardziej żywa, zielonkawo-żółtawa, na zdjęciach wychodzi matowa i nieładna, a szkoda.
Sprawdza się przeczytana gdzieś opinia, że włóczki przędzione ręcznie powinny odleżeć  - wzięte po tygodniu do ręki (po praniu, naciąganiu itd) sporo zyskują. Stają się bardziej puchate, pełne, no nie wiem jak to nazwać.
Kombinuję dalej z farbowaniem - kora dębu jest be... albo ja jestem niekumata.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Kora kruszyny

Weźmij kocioł miedziany, mocz w nim korę kruszyny pozyskaną łońskiego roku przez noc całą. Rankiem odciągnij wywar, gotuj dwie godziny. W tem to wywarze namocz runo owcze pierwszorzędnej jakości i gotuj na małem ogniu dwie godziny następne...

 Potem jeszcze moczenie w wodzie z sodą oczyszczoną i voila:

Kotła miedzianego nie posiadam - użyłam siarczanu miedzi (uwaga - trujący!) Po wyjęciu z kąpieli wełna ma kolor brunatno-żółtawy. Chciałam uzyskać bardziej czerwony kolor, ale nie miałam ługu (ani potasu), więc użyłam sody oczyszczonej (też jest zasadowa). Wyszły łososiowo-bladoróżowe odcienie. Zdjęcie trochę przekłamuje kolory. U dołu "pierwsza frakcja", u góry drugie barwienie w tej samej kąpieli (krótsze) - wyszedł złamany róż (albo angielski jak kto woli).
A! Obyło się bez skalpowania krzewów kruszyny z pobliskiego lasu - korę kruszyny zanabyłam w sklepie zielarskim po niezwykle umiarkowanej cenie.

Farbowane runo odleży swoje, bo wreszcie dogadałam się z Aquariusem. Powiedział mi, że jednak woli być bardzo cienki - 42 WPI w singlu, a wiec po skręceniu dwóch nici będzie "lace" raczej.

I jeszcze dla porządku (i pochwalenia się, a co) pokażę fotki z sobotniej imprezy rodzinnej. W skromnej roli zasłaniacza ramion panny młodej wystąpił szal mojej produkcji:

W pierwszorzędnej roli panny młodej moja siostra kochana...

I to tyle zeznania na dziś... Pozdrawiam i lecę chałupę  sprzątać.

czwartek, 10 czerwca 2010

Nowy "kwiatek" i same wtopy

Najpierw mój "Kwiatek" :
- Ze specjalną dedykacją dla Marzenny :-)

A teraz o wtopach. Ja wiem, że lepiej pisać o samych sukcesach i udanych projektach, ale niektóre osoby mogą przez to popadać w kompleksy (ja tak mam, jak oglądam same cudne prace i ani jednego baboka u kogoś). Dziś siedziałam w domu od rana i zamiast serii sukcesów, dostałam parę razy po nosie.
Po pierwsze - na własne życzenie zaświniłam czesankę:
  Już wiem, dlaczego należało barwnik umieścić w woreczku, a nie wsypywać luzem do gara z czesanką :-(


A jak się człowiek śpieszy, to wychodzą baboki:

Efekt niepokoju w nogach - za szybko kręcisz, to przekręcisz - te włóczki są zbyt mocno skręcone. Opamiętałam się przy tej oliwkowej dopiero. Poranna próbka Aquariusa (piękna czesanka merino+jedwab) niby ładna (33 WPI - chciałam zostawić w singlu), ale jest zbyt skręcona.
A na pociechę mam letnie stanowisko kręcenia:
Pozdrawiam wszystkich czytających.

poniedziałek, 3 maja 2010

Motowidło - niddy noddy

Skąd wiadomo ile metrów włóczki udało się ukręcić? Do mierzenia długości nitki używam motowidła. Ma fikuśną nazwę angielską : niddy-noddy. Na moim motowidle jedno "okrążenie" ma 1,8 m. Mnożę liczbę okrążeń i mam długość motka.



Merino już ukręcone. Mam 536 metrów włóczki 2 ply z 150 gram czesanki.
Tu 100 g na szpulce tuż po skręceniu w 2 ply (wczoraj cały dzień z doskoku)

Teraz zajęłam się melanżem jedwabnym. Efekty wkrótce.