Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przędzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przędzenie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 kwietnia 2013

Czesankowy recycling

Mam sporo czesanek "zepsutych", czyli pofarbowanych próbek, resztek itd. Zebrało się tego tak dużo, że nie wiedziałam, co z tym począć : wyrzucić szkoda, a obrobić ciężko. Z pomocą przyszła mi Ela z Pracowni na Kaszubach. Po przesortowaniu, z pomocą drum cardera uczesałyśmy część "śmieci" w piękne "batty" (no, dobra, Ela czesała, a ja się gapiłam):
O doborze czesanek zdecydował kolor : są tu  odcienie wełny owczej i farbowania z barwników roślinnych (kora dębu, kora kruszyny, być może inne "eksperymenty") Skład gatunkowy to recyclinowy misz-masz: szetland, BFL, merynos, alpaka, niewykluczony udział niewielkich ilości owcy pomorskiej.
Nierówności w kolorze i strukturze wpisane są chyba w charakter tej włóczki przez różnorodność tworzywa. Jeden moteczek gotowy (na zdjęciu nieuprany). Reszta powstanie w najbliższych dniach, bo bardzo mi się spodobało to "recyclingowanie" czesanek.

PS
Sweterek niebieski z poprzedniego posta skończony, ale muszę wymienić guziczki - kupiłam śliczne, ale za małe.

czwartek, 28 lutego 2013

Przędzenie

Szuwarek gotowy. Wyprany, a nawet już przewinięty w "kulkę". Mam 165 gr dość grubej włóczki (tak mniej więcej na druty 5-6 mm). Zastanawiam się czy wymyślać coś z samego szuwarka (komin?), czy może połączyć z jakąś inną włóczką i zdecydować się na większy projekt. "Widzę to" chyba z jakąś czarną włóczką w paski...
Co do alpaki: próbka wyszła za gruba. Muszę pokombinować i albo prząść "na cienko" albo pomieszać alpakę z wełną owczą (na gręplach albo przy splataniu nitek). To, co mi wychodzi nadaje się co najwyżej na kocyk lub derkę :( Trochę więcej wysiłku muszę w to włożyć, żeby efekt mnie zadowolił.
Pozdrawiam słonecznie

środa, 20 lutego 2013

Alpaka

Dzięki hojności moich koleżanek (link i link) mam spory zapas alpaczego runa. Część uprałam jeszcze latem i teraz wyciągnęłam do przędzenia. Na zdjęciu runo w trakcie gręplowania (ręcznymi gręplami).
Alpaki to bardzo czyste zwierzęta. Runo jest zwykle zapiaszczone, bo piaskowe kąpiele to ulubiona rozrywka tych zwierząt, no i zawiera sporo zanieczyszczeń roślinnych. Jakieś trawki, nasionka ziół... W trakcie prania udało mi się wypłukać piasek, ale roślinne "śmietki" trzeba pracowicie wybierać ręcznie. Opłaca się, bo ułatwia to późniejsze przędzenie.
Alpakowe runo ma piękne naturalne kolory, farbowanie jest tu zupełnie zbędne. Włóczka z samej alpaki ma charakterystyczny włosek (w fabrycznych alpakowych włóczkach jest także), a wyroby są bardzo miękkie, wręcz "lejące". Być może dlatego fabryczne włóczki z alpaki zwykle zawierają domieszkę innych włókien: wełny owczej, akrylu, a czasem nawet jedwabiu.
Wracam do czesania :)

wtorek, 19 lutego 2013

Szuwary

Nie było mnie tu niemal miesiąc. Po prostu nie dziergałam. To znaczy - dziergałam, ale potem szybciutko prułam. Same baboki mi wychodziły. Ostatnio doszłam nawet do wniosku, że nie umiem już robić na drutach.

Wobec powyższego wyciągnęłam dziś kołowrotek. Okazało się, że porzuciłam zaczęty projekt "szuwarowy". Jedna szpulka pełna, a druga czekająca na zapełnienie. Po tego apetyczny kłębuszek skręcony z dwóch nitek na próbę. Co prawda już Szuwarowe włóczki robiłam, ale to ostatni raz - przyrzekam. Więcej tego cudu nie mam, więc nie będzie :)

Mam nadzieję, że odkurzony kołowrotek pokręci się trochę, bo niemal o nim zapomniałam, a zapasy runa do przerobienia mam spore. Nowe włóczki - nowe pomysły na dzierganie. I tego mi właśnie trzeba.

Pozdrawiam wytrwałe czytelniczki (i czytelników)

niedziela, 9 października 2011

Przędzenie na kołowrotku

Odkurzyłam po małej przerwie mój kołowrotek.
Na rozgrzewkę pobawiłam się w "cienko-grubo". Użyłam do tego bfl-a ufarbowanego srebrnym jacquardem. Użyłam niewielką ilość barwnika i wełna jest ufarbowana tylko miejscami.
To tylko próbka, ale planuję większe ilości tego typu włóczki, bo świetnie sprawdzają się jako materiał tkacki.
A teraz przędę niebieskości.
Jeszcze nie jestem pewna, czy mi się spodoba taka kolorystyka włóczki. W czesance jest OK, ale we włóczce? Zobaczymy.

poniedziałek, 19 września 2011

Zieleń mszysta

(Zdjęcie powiększa się po kliknięciu)

BFL farbowany barwnikmi Jacquarda. Jest taka zieleń "leśna" : mech, liście, trawa... 160 m w 50 gr. Skręt navajo (potrójna nitka)
Wystarczy np na czapkę...

sobota, 30 lipca 2011

Farbuję, przędę, tkam i co tam jeszcze...

Pofarbowałam czesankę BFL "chemią":
 Zamarzyło mi się trochę delikatnych melanży. Wyszło jakby... jesiennie. Farbki Jacquarda - świetnie się sprawują.
Barwnikami naturalnymi lepiej farbować gotową włóczkę:
To także BFL. Spleciony podwójnie (dość luźno), ufarbowany koszenilą na różowiutki kolor. Uwaga! Podoba mi się ten róż. Kto mnie zna, ten wie, że fanką róży nie jestem. Ale ten jest ok. Sama nie wiem dlaczego.

Mam sporo wełny do przędzenia. Część jest do prania, część już uprana, czeka na czesanie. (te skarby mam dzięki Eli) Duża część tej wełny to merynos, jest czasnogłówka i "coś". O worku z alpaką na razie nie myślę...
Problem mam z suszeniem. bo ciągle pada, a jak nie pada to wilgotność powietrza jest tak wysoka, że i tak nic nie schnie. To "coś" uprane jest bardzo ciekawe. Piszę "coś", bo nie wiem jakiej rasy była owca. Włókna są długie, dość delikatne, ale uprzędziona wełna podgryza.
To próbka - wyczesana na ręcznych gręplach, sprzędziona na kołowrotku i spleciona (znowu luźno) w dwie nitki. Jest interesująca. Przędzie  się przyjemnie, bardzo łatwo się czesze, bo ma długie włókna. Zrobię jeszcze próbę farbowania.
Oczywiście dziergam też na drutach i robię kolejne babciokwadraty na szydełku...
Dzisiaj pozdrawia Was Buraska :)

sobota, 9 lipca 2011

Farbowanki

Przędę i farbuję.
 Na pierwszy ogień poszła koszenila. To naturalny barwnik dający odcienie różu-fioletu.
Wczoraj ufarbowałam świeżo uprzędzionego bfl-a. Wydawał mi się za blady. Dziś powtórzyłam farbowanie. Moje zdziwienie było wielkie, jak okazało się, że kolor jest jeszcze bledszy. Wełna oddała barwnik do kąpieli??? Cuda i dziwy, panie dziejku...
Miłym zaskoczeniem jest za to merynos, który w ubiegłym roku był pofarbowany niezbyt intensywnym wybarwieniem z marzanny. Uznałam ten kolor za mało udany i wrzuciłam bez żalu do koszenili (ładnie nazywają to po ang. over-dyeing)
Wyszło tak:
A tu dwa bfl-e : farbowany koszenilą (bladzioch, do przefarbowania), niefarbowany i malinowy merynos (marzanna i koszenila)
Teraz w garze z koszenilą jest chusta z merynosa farbowanego marzanną  (też bladzioch) :)
Pozdrawiam!

wtorek, 28 czerwca 2011

Zielonym do góry

Moja cierpliwość została wystawiona na wielką próbę. Mam pół kilo czesanki - mieszanki merynosa z jedwabiem. Postanowiłam uprząść ją tak, żeby było na sweterek/tunikę - jednym słowem coś większego na grubsze druty. A więc całość tak samo. Ciężka to dla mnie próba, bo lubię sobie życie urozmaicać. Od jakiegoś czasu przędę tylko zielone i zielone :) Guziki już nawet kupiłam zielone (dla większej motywacji) Po uprzędzeniu skręcam navajo (nie ma na to lepszej nazwy???) w trzy nitki. Wychodzi sympatyczny grubas - oceniam, że na druty 6-7 mm. Włóczka jest jeszcze nieuprana, dlatego może nie wygląda zbyt "wyjściowo".

Oczywiście działam w ogródku. Zakwitają lilie, które dostałam rok temu od Mamy. Mają przepiękne kolory, ale wymagają trochę zachodu. Zżerają je takie czerwone robale - chodzę i je zbieram z moich roślin.

W barwierskim ogródku kwitną już na całego nachyłki. Zamówiłam odczynniki chemiczne i niedługo zabiorę się za farbowanie naturalne wełny. W planach nachyłki (żółty), marzanna (czerwony) i może indygo (jak kupię, bo na razie zabrakło mi funduszy "na głupoty").

Na zdjęciu nachyłki (żółte) w towarzystwie gailardii (czerwone).
 
Dziś wyjątkowo nic o owcach. Za to Bona mówi Wam:

Proszę pogłaskać mnie po brzuszku!
No to pa!

poniedziałek, 2 maja 2011

BFL z alpaką

Postanowiłam wymieszać BFL z alpaką za pomocą ręcznych grępli. Alpakowa strzyża była niesortowana, trzeba było najpierw uprać i wyczesać same włókna alpaki - zrobiła to moja Mama :-) Pomieszanie przygotowanych włókien to już prostsza sprawa. Na zdjęciu widzicie takie gotowe do przędzenia wymieszane na gręplach "kulki". Przędzenie tego wcale nie jest łatwe: każda niedokładność przy czesaniu mści się w trakcie przędzenia. Próbka :
Musiałam sprawdzić jak się sprawuje uprzędziona nitka po skręceniu w trzy (navajo) i upraniu. Jest dość nierówna  - wogóle mam ostatnio problem z równym przędzeniem - cofam się chyba w rozwoju ;-) Ale po praniu jej atrakcyjność wzrosła : alpakowe włókna dają włoskowe "halo", włóczka jest bardzo miękka.

Mam nadzieję, że starczy mi wytrwałości i zgrępluję tego tyle, że wystarczy na jakiś wyrób (zimowy, ciepły i puchaty)

wtorek, 26 kwietnia 2011

Uprzędzione farbowanki


Jakiś czas temu kupiłam sobie barwniki do wełny firmy Jacquard. Na zdjęciach powyżej szetland ufarbowany barwnikiem dyniowym i szarym. Spleciony "po indiańsku" czyli w trzy nitki navajo. Wyszło tego ok. 200 m/100 g. Włóczka jest mięsista, w sam raz na czapkę (zimową)  albo rękawiczki. Gdyby miało być coś większego trzeba by dorobić więcej tej włóczki, bo 200 m to dość mało na samodzielny projekt.

Poniżej BFL farbowany na turkusowo - zostawiony w pojedynczej nitce (ok. 600 m/100 g) Myślę, że może być wykorzystany do tkania (jako wątek).

To tyle na froncie przędzalniczym. Oprócz tego dziergam, szyję i pilnuję amatorkę truskawkowych krzaczków...

niedziela, 6 marca 2011

Kołowrotkowa wena

Wczoraj urządziłam sobie sesję z kołowrotkiem.
Chciałam uprząść coś świeżego:
To moja nowa czesanka. Merynos z jedwabiem w zielonościach. W sam raz, żeby przywołać wiosnę. Ćwiczyłam technikę navajo. Idealnie nie jest, ale się przekonałam, że pasuje mi ta technika splatania.

A potem sobie poeksperymentowałam. Resztę śliwkowego melanżu postanowiłam uprząść na grubasa. Nie było łatwo.
Z grubasem zaś poszalałam. Splotłam go ze srebrną nitką:
Nie jestem fanką świecidełek, uważam, ze trochę trącą kiczem, ale kicz kontrolowany - czemu nie?
I ślimaczki:

Cienka biała nitka (użyłam wełnianej, ale ciekawa mogłaby być jedwabna) i grubas śliwkowy. Bardzo mi sie ta technika spodobała i z pewnością jeszcze ją zastosuję. Ślimaczki powstają, kiedy cienką nitkę naciagamy dość mocno, a grubas owija się wokół niej. Technika wymaga dość dużej uwagi - poluzowanie cienkiej nitki powoduje, że zaczyna się owijać wokół grubasa i efekt popsuty.

środa, 23 lutego 2011

Szetlandy w szuwarach

Najpierw szuwarek:

Na prząsniczce pisałam, ale i tu przypomnę, że powstał z tego:
Po kolei.
Czesanka to mieszanka merynosa, włókien soi i bambusa. Podobno sam bambus skrzypi. Widać w tej mieszance nie ma go zbyt wiele, bo nic nie skrzypi. Dawno temu oglądałam, co zrobiła z tej czesanki  Jagienka. Tak mi się spodobało, że zakupiłam i sobie.

Poprzednio przędłam tę czesankę "na cienko", teraz chciałam mieć grubszą włóczkę. Jest 225 m w 90 gramach włóczki. Prawdziwe grubasy ciągle przede mną.


A teraz szetland. Jedna z najtańszych czesanek w WoW. Jestem fanką i mogę prząść TO w każdej ilości. Gdybym miała zostać hodowcą owiec, wybrałabym właśnie szetlandy. Chyba, niestety, nie ma ich w Polsce...
Tym razem pofarbowałam czesankę (metoda tradycyjna w garze) z użyciem barwników Kakadu.
Miała być jesień, jest blada jesień. Farbowałam z użyciem trzech barw podstawowych: żółtej, niebieskiej i czerwonej. Trochę za krótko podgrzewałam, dlatego wyszły bladziochy. 
Po wrzuceniu na kołowrotek uznałam, że bladziochy są całkiem ładne.
Sama jestem ciekawa efektu po skręceniu dwóch bladziochów ze sobą.
Pozdrawiam!

poniedziałek, 14 lutego 2011

I po co to komu?


Śliwkowy melanż 2 ply merynos+jedwab. 270 m w 70 g. I po co to komu? Trzeba doprząść drugi motek, wtedy będzie na jakiś większy projekt, póki co jest to ilość wystarczająca na czapkę (chwilowo mam dość czapek) albo jakiś inny mały projekt.
Jestem trochę zdołowana, ale wełna jest puszysta :-)

niedziela, 6 lutego 2011

Kolejne wełny przedzione ręcznie

Trzy ostatnie motki:
Można by dać podpis: cienka, cieńsza, najcieńsza. Każdy motek ma 100 g - ukręciłam 750 m, 1000 m i 1200 m. Przy tym ostatnim miałam chwile zwątpienia. Łatwo nie było, oj nie. Wszystkie trzy są z gotowej mieszanki merynosa z jedwabiem, dającej delikatna melanżową włóczkę z błyskiem jedwabiu.
Teraz pokręcę trochę grubsze włóczki - tak dla odmiany ;-)

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Precel

Z cyklu cienka, cieńsza, najcieńsza. Ta jest cieńsza - mniej więcej 23 wpi. Jest tego 650 metrów w 100 gramach. Zdjęcie przed praniem. Chciałam skorzystać z dziennego oświetlenia. Zdjęcie można powiększyć (kliknięciem), wtedy zobaczycie wełniane kłaczki, bo ona jest puszysta. Tak, wiem. Mam fazę na puszyste i nic na to nie poradzę.

Włóczka powstała z gotowej mieszanki kilku odcieni merynosa: czerwonego, ciemnopomarańczowego i granatu z dodatkiem jedwabiu - to te białe kłaczki :)

czwartek, 20 stycznia 2011

Aquarius po raz n-ty

Ale ciągle z wielką radością biorę go na warsztat.


Tym razem dwa motki po 100 gram: 200 metrów i 230 metrów. Miękko, mięsiście. Nieskromnie powiem, że fajna włóczka mi wyszła ;-) 

Dziergam także - efekty wkrótce, bo jedną robótkę mam na finiszu.

niedziela, 16 stycznia 2011

Pierwsza wełna w 2011

Zaczęłam ją kręcić jeszcze w ubiegłym roku. Skończyłam wczoraj. To szetland w naturalnym białym kolorze. Odcień raczej wpadający w mleczny. Kręcąc tę włóczkę chciałam, żeby była puszysta i efekt osiągnęłam. Trudna równowaga pomiędzy wystarczającym skrętem a puszystością jest moją ostatnią rozrywką przy przędzeniu.
I jeszcze o szetlandzie: "śmierdzi" owcą, jest trochę gryzący (dla tych, co są wrażliwi na gryzienie wełny), ale i tak go wielbię miłością wielką. Ma to "coś", że przedzie się go z radością, a mam nadzieję, że równie miło będzie się dziergał. Wyszło cienko : 77 gram wełny i 230 metrów. Kolejna czapka do kolekcji?
Bo turkusową skończyłam:
Przy okazji przedstawiam Wam Zulę - manekina po przejściach. Styropianowa piękność ma urodę dość wątpliwą. Przyznaję się- uległam sile fotografii reklamowej sprzedawcy. Urok kupowania kota w worku.
Tu Zula en face - i w czapce z tego samego wzoru (poprzedni egzemplarz z obsesyjnej produkcji czapek, na jaką zapadłam)

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Wełny na czapki i czapki z wełny...

Wełny na czapki, przędzione w zasypane śniegiem święta:
Mieszanka merynosa z jedwabiem. Gotowy melanż w kolorach: turkusowym, fioletowym, lawendowym z błyskiem jedwabiu. Mam tego 97 gram podwójnie sprzędzionej nitki - 252 metry razem.
I eksperyment z melanżem. Efekt rozmów z Elą o różnych metodach przędzenia. Próbka:

Miała być wełna gruba, melanżowa. Nad grubością muszę jeszcze popracować - chciałabym coś w typie aran (8 wpi). Jeszcze jest za cienko... Melanż widoczny. Czesanka to gotowa mieszanka wełny merino z jedwabiem w kolorach; granatowym, niebieskim i odcieniach czerwieni.

A teraz czapka w komplecie z rękawiczkami:

Rękawiczki się ponoć ślizgają na trzonku łopaty do odśnieżania... Oj, niedobrze, bo odśnieżania duużo.

Na czapkę i szalik użyłam włóczki Ideal Bergere de France, druty 3 mm drewniane pończosznicze Knit Pro

czwartek, 2 grudnia 2010

Cel: puszystość

Cel został osiągnięty :-)))

Trochę zmieniłam technikę przędzenia. Moja najnowsza wełna jest puszysta i delikatna. Niesamowicie miękka w dotyku. Szkoda, że tego nie mogę pokazać na zdjęciu...
Czyżbym skończyła z etapem "cienizny"?
Włóczka powstała z gotowej melanżowej mieszanki merynosa z jedwabiem (20%). Póki co uprzędłam 47 g włóczki 2 ply - 155 metrów. A będzie więcej...