Dzięki hojności moich koleżanek (link i link) mam spory zapas alpaczego runa. Część uprałam jeszcze latem i teraz wyciągnęłam do przędzenia. Na zdjęciu runo w trakcie gręplowania (ręcznymi gręplami).
Alpaki to bardzo czyste zwierzęta. Runo jest zwykle zapiaszczone, bo piaskowe kąpiele to ulubiona rozrywka tych zwierząt, no i zawiera sporo zanieczyszczeń roślinnych. Jakieś trawki, nasionka ziół... W trakcie prania udało mi się wypłukać piasek, ale roślinne "śmietki" trzeba pracowicie wybierać ręcznie. Opłaca się, bo ułatwia to późniejsze przędzenie.
Alpakowe runo ma piękne naturalne kolory, farbowanie jest tu zupełnie zbędne. Włóczka z samej alpaki ma charakterystyczny włosek (w fabrycznych alpakowych włóczkach jest także), a wyroby są bardzo miękkie, wręcz "lejące". Być może dlatego fabryczne włóczki z alpaki zwykle zawierają domieszkę innych włókien: wełny owczej, akrylu, a czasem nawet jedwabiu.
Wracam do czesania :)
środa, 20 lutego 2013
wtorek, 19 lutego 2013
Szuwary
Nie było mnie tu niemal miesiąc. Po prostu nie dziergałam. To znaczy - dziergałam, ale potem szybciutko prułam. Same baboki mi wychodziły. Ostatnio doszłam nawet do wniosku, że nie umiem już robić na drutach.
Wobec powyższego wyciągnęłam dziś kołowrotek. Okazało się, że porzuciłam zaczęty projekt "szuwarowy". Jedna szpulka pełna, a druga czekająca na zapełnienie. Po tego apetyczny kłębuszek skręcony z dwóch nitek na próbę. Co prawda już Szuwarowe włóczki robiłam, ale to ostatni raz - przyrzekam. Więcej tego cudu nie mam, więc nie będzie :)
Mam nadzieję, że odkurzony kołowrotek pokręci się trochę, bo niemal o nim zapomniałam, a zapasy runa do przerobienia mam spore. Nowe włóczki - nowe pomysły na dzierganie. I tego mi właśnie trzeba.
Pozdrawiam wytrwałe czytelniczki (i czytelników)
Wobec powyższego wyciągnęłam dziś kołowrotek. Okazało się, że porzuciłam zaczęty projekt "szuwarowy". Jedna szpulka pełna, a druga czekająca na zapełnienie. Po tego apetyczny kłębuszek skręcony z dwóch nitek na próbę. Co prawda już Szuwarowe włóczki robiłam, ale to ostatni raz - przyrzekam. Więcej tego cudu nie mam, więc nie będzie :)
Mam nadzieję, że odkurzony kołowrotek pokręci się trochę, bo niemal o nim zapomniałam, a zapasy runa do przerobienia mam spore. Nowe włóczki - nowe pomysły na dzierganie. I tego mi właśnie trzeba.
Pozdrawiam wytrwałe czytelniczki (i czytelników)
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Udziergi mojej Mamy :)
czyli chwalę się nie swoimi dokonaniami ;)
U mnie chwilowo przestój drutowy - więcej pruję jak nabieram. Zaczęłam czarne mitenki, ale coś mi nie idą.
Za to mogę pokazać dzieła mojej Mamy :)
Ponczko:
U mnie chwilowo przestój drutowy - więcej pruję jak nabieram. Zaczęłam czarne mitenki, ale coś mi nie idą.
Za to mogę pokazać dzieła mojej Mamy :)
Ponczko:
Zrobione z grubej i miękkiej włóczki Everest YarnArt w pięknych fioletach.
I dwie chustki:
Pierwsza z przepięknej włóczki VIP Lana Gatto (cudna z dodatkiem kaszmiru), druga z Merino 160 Austermanna . Mam nadzieję, że Mamowy nadgarstek wróci do sprawności i będzie mogła nadal dziergać takie cudeńka. Póki co - przerwa na całego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)