Najpierw szuwarek:
Na prząsniczce pisałam, ale i tu przypomnę, że powstał z tego:
Po kolei.
Czesanka to mieszanka merynosa, włókien soi i bambusa. Podobno sam bambus skrzypi. Widać w tej mieszance nie ma go zbyt wiele, bo nic nie skrzypi. Dawno temu oglądałam, co zrobiła z tej czesanki Jagienka. Tak mi się spodobało, że zakupiłam i sobie.
Poprzednio przędłam tę czesankę "na cienko", teraz chciałam mieć grubszą włóczkę. Jest 225 m w 90 gramach włóczki. Prawdziwe grubasy ciągle przede mną.
A teraz szetland. Jedna z najtańszych czesanek w WoW. Jestem fanką i mogę prząść TO w każdej ilości. Gdybym miała zostać hodowcą owiec, wybrałabym właśnie szetlandy. Chyba, niestety, nie ma ich w Polsce...
Tym razem pofarbowałam czesankę (metoda tradycyjna w garze) z użyciem barwników Kakadu.
Miała być jesień, jest blada jesień. Farbowałam z użyciem trzech barw podstawowych: żółtej, niebieskiej i czerwonej. Trochę za krótko podgrzewałam, dlatego wyszły bladziochy.
Po wrzuceniu na kołowrotek uznałam, że bladziochy są całkiem ładne.
Sama jestem ciekawa efektu po skręceniu dwóch bladziochów ze sobą.
Pozdrawiam!
A nawet świetne!!!ŻE TAK SAMEMU MOŻNA COŚ TAKIEGO UPRZĄŚĆ !!!PODZIWIAĆ TYLKO PODZIWIAĆ!!!:)
OdpowiedzUsuńCzy ten szetland jest mocno drapiący?
OdpowiedzUsuńSuper!DUŻY PODZIW!!!Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDla mnie szetland nie jest drapiący, ale nie jestem obiektywna, bo jestem z tych nieczułych na drapanie wełny.
OdpowiedzUsuńPrzędzenie to nie jest żadna wiedza tajemna - jeszcze nasze babki przędły na użytek domowy. Moja Babcia uważa do dziś przędzenie za nudną obowiązkową robotę - ma uraz normalnie ;-)
Barwy świetne! Szetlanda dałaś szarego czy białego, bo słabo widzę? Ile go farbowałaś, jak długo?
OdpowiedzUsuńBladziochy wyszły bardzo eleganckie w pojedynkę, to i podwójnie też nie stracą na urodzie. Szuwarek rzuca na kolana.
OdpowiedzUsuńPS. Mnie też nic nie drapie oprócz swetra z wielbłąda nieoczyszczonego.
Fantastyczne kolory:)
OdpowiedzUsuńSzetland był biały. Podobno szary, czarny i beżowy trochę ostrzejsze są (tak mówi Laura) Gotowałam ok. pół godziny - za mało, bo farbka nie wchłonęła się w całości.
OdpowiedzUsuńDumam na d swoim, i chyba go ponad godzinę pomęczę.
OdpowiedzUsuńAle jeśli tylko na te pół godziny uzyskałaś trwałe barwy to super, bo paleta bardzo ładna, ale jak będzie puszczać to chyb zawsze można pasma uparować z octem, tak myślę.
:) szuwarek nawet wyszedl podobny do mojego, tylko koralikow mu brakuje. Caly czas mnie zaskakuje jak z tekiej zółtawej mieszanki powstaje coś zielonawego. A może juz całkiem mi sie na oczy rzuciło. Czary mary jakieś. Czasami tak jest że kolory w czesance magicznie przeobrażają sie w czasie przędzenia ale ta mieszanka bije chyba wszystko na głowę.
OdpowiedzUsuńszetland super, ładne kolorki wyszły. Moje wyczesane kulki czekaja w kolejce na przędzenie i farbowanie.
Z tego co wyczytalam w madrych kigach to Laura ma rację. Kolorowe strzyze są zazwyczaj bardziej gryzące od białych. Szetland zresztą do super miękkich nie należy, ale jak się go nie przekręci w sznurek, powinien być elegancki ;) Miłego kręcenia!
Ja kocham szetland za zapach!
OdpowiedzUsuńCudne wełenki, cudne kolory:) Podziwiam wszystkie prządki, bo ja zatrzymałam sie na etapie kupna wrzeciona. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńno temu mojemu bambusowi nie przechodzi skrzypienie ale jeszcze nie prałam:)), a kolor dlatego zielony bo jak połączymy żółty z odrobiną czarnego to taki wychodzi już próbowałam wielokrotnie takiego barwienia jak zieleń nie miała być taka ładniutka,
OdpowiedzUsuńEguniu a shetlad to ja też uwielbiam ale nie farbuję bo w tych naturalnych mi się podobał ale Twoja wersja jesieni - czemu nie !!
Mnie się obie włóczki podobają, wiem, że zdjęcia mogą przekłamywać, ale i te blade jesienie (mnie się one wiosennie kojarzą) i te zielenie bardzo ładne są!
OdpowiedzUsuń